Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2018

Opowieść wigilijna 2018

Wczoraj w trakcie wigilijnego spotkania zostałam wezwana do porodu Lubomira. Jechałam do szpitala na Madalińskiego; w radio płynęły dźwięki kolędy, o tym że to cud się rodzić. Cud rodzić się w Aleppo i cud rodzić się w Łodzi i cud rodzić się na łodzi na morzu będąc dzieckiem uchodźców. Jechałam do porodu w Warszawie. 
W moim rodzinnym mieście - feniksie. 
Gdzie hitler i stalin zrobili, co swoje, a moje babcie tam właśnie się rodziły, broniły, żyły. 
Śnieżne opłatki spadały ku ziemi, na chodniki, okna, powieki i puste ulice.
Zaparkowałam w tym samym miejscu co poprzedniego dnia z coraz większą wprawą. Szybko weszłam na porodówkę. Spokój i cisza wigilijnych oczekiwań. Para oczekująca na cud nie możliwy do zrozumienia. Obserwowałam jak moc narodzin zabiera ich mocniej w ten cud, to nieznane, niematerialne, które za chwilę ma się ziścić.
Poprzedniego dnia zostawiłam ich śpiących na małżeńskim łożu pod różaną tapetą w pokoju do porodów naturalnych po falstarcie ich nadziei, że to już.
Zastałam i…